Artykuły na temat: Mój Londyn, Londyn o jakim nie piszą

10.03.2012

Napisane przez Asia W niedziela, 11 marzec 2012. Opublikowane w Mój Londyn, Londyn o jakim nie piszą

Ochrona Życia

Idzie wiosna. Idzie, ale jakoś dojść nie może, pomimo, że coraz więcej drzew kwitnie, na przekór pogodzie, która składa się głównie z szarego nieba, wiatru i czasem deszczu. Tak właściwie typowo angielsko. Pozostaje nam czekać na jakiś zbłąkany afrykański prąd, który przyniesie słońce i ciepło. 

W ciszy i skupieniu Wielkiego Postu przygotowujemy się do najważniejszych i najpiękniejszych dni w roku. Po drodze mamy ważne zadanie – przygotowanie i poprowadzenie Dni Ochrony Życia Poczętego. W tym roku będzie ,podobnie jak w zeszłym, wystawa, Droga Krzyżowa z rozważaniami o tematyce aborcyjnej i Gorzkie Żale z modlitwą przebłagalną za grzechy aborcji i nieposzanowania życia od poczęcia do naturalnej śmierci.  Oprócz tego będzie propozycja podjęcia Duchowej Adopcji i konferencja pt. Jest nadzieja, czyli alternatywy dla aborcji. Bo łatwo jest znaleźć zdjęcia czy teksty uświadamiające, że aborcja jest morderstwem (często w świetle prawa), ale trudniej podejść pod klinikę aborcyjną i chociaż tam stać i się modlić. My znaleźliśmy na szczęście osobę, która ma tej odwagi jeszcze więcej i podchodzi do kobiet wchodzących do kliniki, żeby spróbować porozmawiać, zaoferować pomoc, alternatywę dla sytuacji, w której dana kobieta się znajduje. Pani Justyna pracuje dla organizacji, która takim (finansowym i duchowym) wsparciem się zajmuje. Kilka dni temu znalazłam również na pierwszej stronie Interii artykuł o hospicjum perinatalnym, czyli miejscu, gdzie przyszli rodzice śmiertelnie upośledzonego dziecka mogą uzyskać pomoc. Wielu z nich nie decyduje się na wywołanie porodu, co jest dla nich jednoznaczne z aborcją, mając świadomość, że dopóki dziecko żyje w łonie matki, dopóty oni są za jego życie odpowiedzialni, a poza tym zawsze może zdarzyć się cud, Pan Bóg może to dziecko uzdrowić (wystarczy choćby przykład małej Glorii, uzdrowionej za wstawiennictwem błogosławionego Jana Pawła II).. Mamy nadzieję, ze ludzie skorzystają z naszego zaproszenia, przyjdą się razem pomodlić, obejrzą wystawę i wysłuchają konferencji. Cichy holokaust trwa. Udawanie, że nie ma problemu, bagatelizowanie go jest naszym wspólnym wielkim zaniedbaniem. A jeżeli już nie mamy czasu na nic, to zawsze można podjąć dzieło Duchowe Adopcji i przez 9 miesięcy modlić się za jedno poczęte dziecko, to nic nie kosztuje, a może ocalić życie.

W ten weekend mamy kolejny wieczór filmowy.  Wyświetlamy Pasję Mela Gibsona. Widziałam kilka razy i chcę zobaczyć znowu. Tym razem usiądę daleko, żeby nie widzieć napisów, tylko słuchać oryginalnego języka sprzed 2000 lat. Wiem, że znowu serce mi będzie pękać, ale to pęknięcie jest potrzebne. Przywraca świadomość wielkiej Miłości, która jest mi ofiarowywana każdego dnia, która jest ofiarowywana całej bez wyjątku ludzkości.   

Coście ludzie uczynili
Czemuście syna mi zabili
Poprzez wszystkie wieki
Wypominać wam będą
Żeście Boga zabili zdradziecko
Że zabiliście prawego człeka
Że zabiliście mi dziecko


Nauczając u świątyni progu
Uczył byście prawdę mówili
Bo też prawda najmilsza jest Bogu
Coście ludzie z prawdą zrobili

On uczył by dobrem odpłacać
Za zło, które wam uczynili
Cóż zło - ważne czy się opłaca
Coście ludzie z dobrem zrobili


Mordowały się do ostatniego
W imię Boże narody wrogie
On nauczał miłości bliźniego
Coście ludzie uczynili z Bogiem

Wyśmiali, że gadają bzdury
Ci co w lepszy świat uwierzyli
Uczył, że wiara przenosi góry
Coście ludzie z ludźmi zrobili 


Coście ludzie uczynili
Czemuście syna mi zabili
Poprzez wszystkie wieki
Wypominać wam będą
Żeście Boga zabili zdradziecko
Że zabiliście prawego człeka
Że zabiliście mi dziecko


(Siedem Pieśni Maryi, Zbigniew Książek , Bartłomiej Gliniak, wykonanie Joanna Słowińska, polecam)

25.02.2012

Napisane przez Asia W niedziela, 26 luty 2012. Opublikowane w Mój Londyn, Londyn o jakim nie piszą

Wielki Post

Jeżeli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie ten Wielki Post, to który? Ile jeszcze czasu w naszym życiu potrzeba, żebyśmy zaczęli żyć dobrze? Dla każdego owo "żyć dobrze” znaczy coś innego. Prawda jest taka, że Pan Jezus z Miłości umarł za nas na krzyżu, żebyśmy mogli żyć w wolności, bez lęku, z nadzieją oraz że „dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Ewangelia wg św. Łukasza, 1). Tymczasem współczesny człowiek biegnie przez życie, ile sił, żeby zdążyć. Zdobyć jak najlepsze wykształcenie, pracę, jak najlepiej usytuować siebie i rodzinę. Media kreują wartości i autorytety, często wątpliwej jakości. Mamy dostęp do mnóstwa informacji za pomocą kilku kliknięć w klawiaturę komputera, iPhone’a, iPad’a i co tam jeszcze posiadamy. I co? I tylko czasem tknie nas w środku średnio przyjemne uczucie, że nie wszystko jest w porządku. Że pomimo naszej ciężkiej pracy, staranności w wykonywaniu obowiązków, coś jest nie tak. Przypominamy sobie, że kiedyś mieliśmy marzenia, pragnienia, plany, że kiedyś wszystko miało być proste. Oczywiście, życie to nie bajka, doskonale zdaję sobie z tego sprawę borykając się z emigracyjną codziennością. Ale po to, żeby nam było łatwiej Pan Bóg dał nam dwa Przykazania Miłości. Każdy zna ich treść i napisano już na ich temat tony wywodów. Moim zdaniem pierwsze przykazanie to czas dla Boga, który Jemu poświęcony ZAWSZE zostaje nam w jakiś niesamowity sposób zwrócony, nieraz podwójnie. To Adoracja Najświętszego Sakramentu, to patrzenie na Pana w ciszy, to skierowanie na Niego naszych myśli i szczere otwarcie dla Niego naszego serca. Natomiast drugie to relacje z bliźnimi, z najbliższymi, ale też tymi, których nie znamy, albo znamy, ale nie bardzo lubimy. To codzienne wychodzenie z siebie do drugiego człowieka, to odkrywanie, że dopiero dawanie przynosi radość i to nasze upragnione, wyczekiwane i poszukiwane szczęście, to modlitwa za innych. Ale to też życzliwość i dobroć dla samego siebie, umiejętność odpoczynku i celebrowania małych przyjemności, bo z nich też składa się życie, to dostrzeganie w świecie otaczającego nas piękna (w uśmiechu dziecka, promieniach słońca, kwiatach, brzmi banalnie, ale banalne nie jest). Niemożliwe? Nie ma czasu? Mamy przecież obowiązki, codzienność itd. Itd. Pamiętajmy, że „dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Wystarczy Go zaprosić do swojego życia i chcieć dostrzec znaki Jego obecności. 

„We śnie szedłem brzegiem morza z Panem
oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia.
Po każdym z minionych dni zostawały na piasku
dwa ślady mój i Pana.
Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad
odciśnięty w najcięższych dniach mego życia.
I rzekłem:
“Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą
przyrzekłeś być zawsze ze mną;
czemu zatem zostawiłeś mnie samego
wtedy, gdy mi było tak ciężko?”
Odrzekł Pan:
“Wiesz synu, że Cię kocham
i nigdy Cię nie opuściłem.
W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad
ja niosłem Ciebie na moich ramionach.”
(anonim)


Jeżeli nie ten Wielki Post, poświęcony na zmianę życia, otwarcie się na Bożą Miłość i wielkie łaski, jeżeli nie teraz… to kiedy?




14.01.2012

Napisane przez Asia W niedziela, 26 luty 2012. Opublikowane w Mój Londyn, Londyn o jakim nie piszą

Zaczęło się od smsa w bożonarodzeniową noc.”Proszę Was o modlitwę za ciężko chorą Kornelię. Wykryto u niej raka dwa miesiące temu. Jest jej potrzebna pomoc. Dziękuję. Basia”. Od długiego już czasu intencje modlitewne wysyłane są do całego zespołu, więc i ta trafiła do wszystkich. W drodze powrotnej z Polski (akurat z Basią podróżowałyśmy) powstał plan zagrania dla Kornelii naszego koncertu kolęd, planowanego na 8go stycznia. Wiadomo, leczenie to pewne koszty na najbliższy rok, choćby dojazdu (400 km do Warszawy w jedną stronę co dwa tygodnie), czy wynajmowania noclegów w stolicy (za każdym razem na 7 dni). W Londynie nikogo do pomysłu nie trzeba było przekonywać. I pomimo, że ogłoszony był dopiero 6-go stycznia, pomimo, że Orkiestra grała w tym samym dniu, efekt był wspaniały. Ks. Proboszcz Marek poprosił przed, byśmy przerzucili duchowy pomost pomiędzy Londynem, a Wisłą Małą, gdzie mieszka Kornelia, i to się stało. Atmosfera koncertu była uroczysta i radosna, a zebrana kwota  to ok. 1300 funtów. To jeszcze nie wszystko. Po koncercie podszedł do nas pan i poprosił o kontakt do Kornelii, bo ma rodzinę w Warszawie i może pomóc mieszkaniowo (gdyby nie było koncertu, ludzie nie wiedzieliby, że tak można pomóc!), a 29go stycznia zagramy dla Kornelii jeszcze raz w kościele na Heston. Ktoś może powiedzieć, że jedna akcja, jedna pomoc, nie uratuje świata. Że osób takich, jak Kornelia są tysiące i nie ma im kto pomóc, że na świecie jest głód i kataklizmy, więc czym tu się cieszyć, że udał się jednorazowy akt solidarności i pomocy? Na szczęścia takich aktów jest więcej. Mnóstwo chorych osób ma kogoś, kto ich problem nagłośni i zorganizuje pomoc. Tak właśnie stało się w rodzinnej parafii Kornelii. Wbrew pozorom, w tym dość bezdusznym  i konsumpcyjnym świecie jest mnóstwo osób, którym nie jest wszystko jedno. Prawda jest taka, że zło jest głośne i kolorowe, a dobro pracuje po cichutku, ale pracuje i w końcu widać piękne efekty. Wracając jeszcze do Orkiestry. Myślę, że ta 20sto letnia już akcja „wychowała” ludzi wrażliwych i chętnych do pomocy innym. Tysiące wolontariuszy, każdego roku podejmuje trud przygotowania i kwestowania. Robią to z ogromną radością i chęcią i to przekłada się na ich postawę życiową. Znam kilku orkiestrowiczów i są to osoby, na których naprawdę można polegać, więc niezależnie od tego, co o samej fundacji ludzie myślą, jaka jest prawda,  ogrom dobra został wytworzony i tego już nie da się zatrzymać (na szczęście). A z ciekawostek dowiedziałam się wczoraj, że po Londynie w zeszłą niedzielę jeździł czerwony, piętrowy autobus komunikacji miejskiej, cały oklejony serduszkami z anglojęzyczną wersją Orkiestry :)

26.10.2011

Napisane przez Asia W niedziela, 26 luty 2012. Opublikowane w Mój Londyn, Londyn o jakim nie piszą

Czy ludzie dzisiaj jeszcze mają marzenia? Czy w trosce o jutro, w pogoni za pieniądzem je stracili? Do wczoraj mnie samej wydawało się, że jestem praktyczna i zorganizowana, życie jest trudne, a marzenia są dla tych, którzy o nic się nie muszą się martwić. Potem obejrzałam zdjęcia, które zaplanowałam dołączyć do tego artykułu i doszłam do wniosku, że przedstawiają spełnione marzenia. Po pierwsze – płyta Dei Trust jest nagrana i od wczoraj złożona w drukarni do powielania!!! Ogrom pracy wykonany, dwa caluśkie dni nagrywania, ponad tydzień ciężkiej pracy akustyka i daliśmy radę! Na Święta będzie gotowa Po drugie, zanim okazało się, że jestem bezdomna, zgodziłam się zagrać w bardzo sympatycznym, autorskim przedstawieniu o miłości „Z serca do serca” w Jazz Cafe w POSKu. Próby trwały przez cały ten szalony okres mieszkania kątem u przyjaciół, daleko, sama nie wiem, jak dojeżdżałam i pracowałam z innymi nad tym spektaklem, ale to też się udało! Pierwszy występ był 13go listopada, a drugi 19go, tym razem w Nothingam (niestety nie spotkałam Robin Hooda po drodze). W planie są kolejne przedstawienia, z nowym programem A po trzecie i najważniejsze – jest dom!!! Mieszkanie dużo większe, wygodniejsze od poprzedniego, wynajęte prywatnie, co zmniejszyło zdecydowanie koszty. I dopiero jak mieszkamy w większym, to uświadomiłam sobie, jak się gniotłyśmy w poprzednim, ładnym, ale naprawdę małym. 

Czytam ostatnio świetną książkę Michel’a Qouista „Między Bogiem a człowiekiem”. Tak naprawdę jest to rewelacyjny podręcznik o tym, jak oddając swe życie, radości i troski, Panu Bogu, możemy w pełni się rozwijać i osiągnąć szczęście i wolność, już tu, na ziemi. Niczym jest nasze życie bez Pana i nigdzie sami nie dojdziemy. Tego zdania tam nie wyczytałam, ale zdążyłam zaobserwować w życiu. Wiem też, że nasza modlitwa w intencji bliźnich może zmieniać ich życie i że nie wolno z niej rezygnować, nawet wtedy, kiedy wydaje się, że jest bezcelowa i nikt nas nie słucha. Prawdą jest, że słucha i wysłuchuje. Ale żeby to widzieć trzeba Pana Boga poznawać, trzeba znaleźć czas, na codzienną modlitwę (zwłaszcza pacierz),  na mały chociaż fragment Pisma Świętego i chociaż  pięć minut na adorację Najświętszego Sakramentu. Trzeba postawić to na pierwszym miejscu. Kiedy tracimy czas dla Pana, On nam pomnaża ten, którego potrzebujemy (sprawdzone). 

Przepraszam, że dzisiaj tak o sobie się rozpisałam, ale mam za sobą kilka szczególnych tygodni, męczących, nerwowych i…pięknych. Pięknych, bo dostałam więcej, niż się spodziewałam, pięknych, bo spełniły się marzenia. A najbardziej pięknych dlatego, że kiedy w końcu przejrzałam na oczy po ogromnym zmęczeniu, zobaczyłam uśmiechniętą Twarz Tego, który jest obok mnie zawsze i czeka na moje otwarte serce, który chce mi ofiarować wszystko i tylko ode mnie zależy czy to wezmę. Błogosławionego czasu Adwentu Państwu życzę!!!